9 sierpnia 2017

Od Hope Cd Samuel

Z rozdziawionymi ustami patrzyłam na Samauela zakrytego przez… dosyć dużego pluszaka. I to nic! Ten pluszak był psem i wyglądał trochę jak mały Thor.
  - Ha! On wygląda jak Thor! - usłyszałam za sobą krzyk Yuki. Widocznie też to zauważyła. W końcu się otrząsnęłam, wyciągając ręce w przód i zabierając przytulankę w swoje. Nie wiem, czy chciałabym wiedzieć, gdzie go dorwał. Tyłem wróciłam do mieszkania, starając się w nic nie przywalić. Nie szło mi to aż tak źle, jak przypuszczałam. Postawiłam Thora Juniora obok stolika przygotowanego na prezenty od rodziców i znajomych. Nie zmieściłby się na nich. A jak już, to wszystko by zrzucił. Dostrzegłam, że do szyi miał jeszcze coś przywiązane do szarej obróżki. Szarej! Jak Thora. Z uśmiechem na twarzy wyprostowałam się, odwracając twarz do Yuki grzebiącej przy wieży stereo przydźwiganej z mojego pokoju oraz Samuela, który z zainteresowaniem spoglądał na stół z takimi przekąskami, jak chrupki, pocky wszelkiego rodzaju i inne ciasteczka i żelki. Podeszłam od tyłu do Samuela, z początkowym zamiarem go przytulenia, jednak… na końcu zwątpiłam w moją odwagę.
  - Przyjdą jeszcze ludzie z mojej klasy… - powiedziałam w jego stronę. Odwrócił się do mnie i skinął twierdząco głową. I nagle w moich uszach rozbrzmiała jedna z piosenek zespołu Fall Out Boy, a dokładniej „Irresistible”. Spojrzałam na Yuki, która zwycięsko się uśmiechała z podłączonym swoim telefonem do wieży. No tak, ostatnio ściągała masę różnych piosenek. Nie wiedziałam, że to też. Zwykle nie słuchała takiej muzyki, woląc jakieś wolniejsze i spokojniejsze. W tym momencie zaczęło brakować mi Thora u boku, gdyż nie było go z nami. Rodzice stwierdzili, że tylko by przeszkadzał i zabrali go ze sobą na trzy dni poza miasto. Pewnie tak samo za mną tęskni, ja za nim. Wtem usłyszałam dzwonek do drzwi. Shion rozradowana podbiegła do nich, łapiąc mnie za dłoń. Otworzyła je, a do środka wlała się fala nastolatków. Chłopcy i dziewczyny, niektórzy elegancko ubrani, inni mniej. Każdy po kolei składał mi życzenia, dawał prezenty, a co druga osoba z wódką w dłoni kierowała się do kuchni. No tak… to w końcu osiemnastka. Dziewczyny z mojej kobiety jeszcze coś dodawały, że ślicznie wyglądam. Gdy drzwi zostały zamknięte, zerknęłam w dół na to, jak się ubrałam. Miałam na sobie zwykłe dżinsy, a na górę ubrałam krótką bluzkę z głębokim dekoltem wyciętym w serek. Z tyłu widniał za to numer osiemnaście. Wyglądam zwyczajnie tak jak zwykle. Postawiłam wszystko na stolik pod ścianą. Rzuciłam kontrolne spojrzenie na Thora Juniora. Chyba nawet tak go nazwę. Thor Junior. Zaśmiałam się w duchu na ten pomysł.
  - Hope, kiedy będzie tort? - usłyszałam obok siebie czyjś głos. Podniosłam się, widząc Miiko, dziewczynę w niebieskich włosach. Uwielbiała je farbować na najróżniejsze barwy. Przy żadnym nie zatrzymała się dłużej niż na miesiąc. Czasem nawet niecały.
  - Koło dwudziestej pierwszej! - odkrzyknęła Yuki z kuchni. W tym roku to ona rządziła, jeśli chodziło o tort. Kupiła go i przyniosła. Nie chciała, bym go zobaczyła. Gdy przyszła, to kazała mi zasłonić oczy. Szalona jakaś. Miiko skinęła głową, wracając do jakichś kolesi, którzy postanowili rządzić przy stole z przekąskami, choć głównie w ich dłoniach widziałam flaszki. Kilka osób do nich podeszło, by im nalali. Wtem pierwszą opróżnili, a Shion to wykorzystała i ją wzięła. Stanęła z nią na kanapie i głośno gwizdnęła. Podniosła butelkę w górę.
  - Gramy w siedem sekund w niebie! - krzyknęła. Każdy zawtórował jej okrzykami radości. O nie… Yuki mi ostatnio o tym opowiadała i nawet mówiła, że zagramy w to na moich urodzinach, lecz ja jej nie uwierzyłam. Teraz będę tego żałować. Zaczęła mówić o zasadach w tej grze, jednak ja nie słuchałam. Znałam je już na pamięć.
  - A gdzie będziemy się całować? - zapytał jakiś chłopak. Shion się podejrzanie uśmiechnęła. Znowu. Wskazała palcem na drzwi w szafie w głębi domu. O nie…
  - Tam jest mała skrytka na miotły – powiedziała. Wiedziałam. Dziewczyna zeszła z mebla i podeszła do mnie. Chwyciła mnie za rękę i zaprowadziła do już tworzonego kółka. Posadziła mnie obok Kai’a i Rina, dwóch chłopaków z naszej klasy, a sama usadowiła się obok tego drugiego. Podała mi butelkę, mówiąc, że solenizantka zaczyna pierwsza. Próbowałam się wykręcić, nie chcieć w to grać. Nie chcę wchodzić z kimś do ciemnego pokoju! Gdy usłyszałam, jak reszta siedzących skanduje moje imię, przestałam protestować i zakręciłam. Gwint szklanej butelki zatrzymał się na kimś naprzeciwko mnie. Podniosłam wzrok i zobaczyłam… Lukrecję? To on w to też grał…? Jasnowłosa, najwyraźniej ucieszona jak nigdy, porwała mnie z podłogi razem z Samuelem. Jaką ona ma siłę! Znowu chciałam protestować, gdy mnie wepchnęła do ciemnego pomieszczenia ze szczotkami, jednak nie zdążyłam, gdyż drzwi zaraz z hukiem się zamknęły. Odbiłam się od ściany, tępo wpatrując się w miejsce, gdzie jeszcze wcześniej było światło, a teraz nie. Momentalnie poczułam czyjś oddech na mojej twarzy. Podniosłam głowę wyżej, zauważając dwie świecące się kulki, które w tej chwili mogłyby być tylko oczami mojego znajomego.

< Samuel? >

31 lipca 2017

Od Mikoto Cd Samuel

Piliśmy w milczeniu, oblewając wódką to, co Sammy nazwał porażką. Czułem, że mimo wszystko jakaś część tego bólu, rozpaczy, tego stuporu emocjonalnego, w którym tkwiłem od śmierci matki, uleciała w niebyt. Puściliśmy muzykę, z niewielkiej wieży zaczęli się drzeć goście od Hollywood Undead, Danny wył "pour me, pour me, pour me another, it holds me, holds me, holds me like no other", a każdy z nas pił, jakby nie miało być jutra. Pragnąłem po prostu utonąć w ekstatycznym niebycie, płynąć przez wspomnienia z alkoholem wypalającym żołądek i wątrobę, być, jakby mnie nie było...
Przy parcie Johnny'ego Three Tears zauważyłem znów tą samą dziewczynę. Znów stała w kuchennym oknie i wyraźnie nas nagrywała. Widać to było między innymi przez jej skupienie i przez to, że oddalała i przybliżała telefon, jakby chciała złapać nowy, dobry, znakomity kadr. Potem jakby się roześmiała...i znikła?
A może to był jedynie mój pijacki zwid? Kolejny wyraz tego, jak bardzo postradałem zmysły? Obraz podsuwany przez pogrążoną w żałobie podświadomość? Wizja w alkoholowym amoku? Nie, nie...Potrząsnąłem głową, tak jak lew wstrząsa grzywą. Skupiłem się, natrętne myśli jakby opadły, ucichły.
Dziewczyna wciąż tam stała. Nagrywała nas, właśnie dała zbliżenie. Podszedłem do okna, by zapalić - Sammy pił whisky dalej, jakby nic się nie stało - i utkwiłem w niej spojrzenie. Ona chyba mnie zauważyła.
Najpierw stanęła przerażona, jakby znieruchomiała; istna żona Lota w wersji nastoletniej, gdyby ktokolwiek ją zaczepił, sfotografował, zastrzelił, cokolwiek, nawet by tego nie spostrzegła. Miała ładne, ciemne oczy.
Zmierzyłem ją uważnie, krytycznie spojrzeniem. Rzeczywiście, typowa nastolatka, jakich wiele, panienka z okienka, ale to tyle. Może Samuel miał rację i to ja oszalałem? Albo to świat zwariował, wszystko stanęło na głowie? Może w tym szaleństwie nie było żadnej metody, a ja na siłę szukałem dowodów?
Dowody pojawiły się po chwili. Dziewczyna otrząsnęła się z osłupienia i spojrzała mi głęboko w oczy, tak, jakby chciała mi przejrzeć duszę. Na jej ładnej, młodej twarzy pojawił się szeroki uśmiech - nie był on jednak miły. Taki grymas mógłby widnieć na ustach seryjnego mordercy, który właśnie znalazł swoją ofiarę i zamierza się z nią zabawić.
- Sammy! - krzyknąłem. Kiedy ten podszedł do okna, wskazałem mu ją szybko. Dziewczyna na nasz widok znieruchomiała, a potem odeszła szybkim krokiem w swoją stronę, jakby nic się nie stało. Brunet poprawił swój sławetny kożuszek, po czym strzepnął go nagle drżącymi palcami.
- To zupełnie normalna dziewczyna, nie wiem, czemu jesteś do niej tak antagonistycznie nastawiony... - zamachał rękami w proteście, choć zauważyłem, że był poruszony. Czy to była maska? Gra?
 A może naprawdę się bał? Nie wiedząc, kim jest ta kobieta, nie ufając nikomu, lękał się tego, co nieznane, małe i stalkujące?
Westchnąłem, po czym podszedłem do niego z zapalonym już papierosem w ustach. Zamachnąłem się prawą ręką, a następnie przyłożyłem mu w ten pusty, czarny, rozczochrany łeb z całej siły.
- No ej, za co?! Nie musisz używać przemocy! Nie krzywdź boskiego mnie, Mikoto, wspomnij na naszą starą przyjaźń! To ja, cudowny Sammy, z którym wyrywałeś Leilę na balu licealnym,  pamiętasz? Proszę cię, nie szerz niepotrzebnego brutalizmu w tak cudownym otoczeniu jak to moje mieszkanko, nie chcę potem czyścić podłogi!
- I nie będziesz, durniu - mruknąłem. - Idź po fajki, skończyły się.
- Sam se idź, hmpf. - prychnął Samuel w odpowiedzi, krzyżując ręce na piersiach.
- Też cię kocham. 
Po dziesięciu minutach fajki rzeczywiście się znalazły - i to nie tylko w pojedynczej paczce. O nie, Samuel się postarał i przyniósł mi całą banderolę! Roześmiałem się cicho. Otworzyłem jedną z podarowanych mi skrzyń skarbów, a chwilę później czułem już gorzkawy, kojący posmak na języku. Samuel podszedł do wieży, zmienił piosenkę. Wciąż tkwiliśmy w Hollywood Undead, aczkolwiek tym razem słychać było namiętne, pełne gniewu "Gangsta Sexy". Pokręciłem głową z uśmiechem.
- Nie wiedziałem, że HU napisali twoją biografię, Sammy. 
- Pochlebca, ale i tak nie zobaczysz mojej whisky. 

< Sammy? Wybacz jakość ;-; >

28 lipca 2017

Od Samuela Cd Hope

Nikogo raczej nie zdziwi fakt, iż dnia dwudziestego ósmego lipca moi pracodawcy zamiast zaangażowanego w swoją robotę pracownika, znaleźli przesłane poprzedniego wieczoru maile informujące o niespodziewanym ataku wyjątkowo uciążliwej choroby. Oczywiście, aby moje słowa miały jakiekolwiek znaczenie, do tekstu dołączyłem skan całkowicie profesjonalnego, wypisanego na kolanie zwolnienia lekarskiego. Co prawda doktorom moja osoba dorównuje jedynie stylem pisma, jednak żyłem nadzieją, że żaden z oszukanej dwójki nie wywęszy podstępu.

  - Pora zaleźć jakiś prezent… - mruknąłem pod nosem, stając przed automatycznymi drzwiami centrum handlowego.
Co prawda nie miałem bladego pojęcia, co Hope mogłaby chcieć dostać na urodziny, jednak stwierdziłem, że przez… dokładnie siedem godzin trzydzieści dwie minuty, które zostały mi do osiemnastej, dam radę znaleźć coś odpowiedniego. W końcu, czy jest coś łatwiejszego od znalezienia jednego, błahego prezentu?
  - No to w drogę – powiedziałem na głos, ignorując dziwne spojrzenia otaczających mnie ludzi.

Oczywiście, jak zwykle w takich sprawach, przeliczyłem się. Po upływie pełnych pięciu godzin nadal z pustymi rękoma przemierzałem zapełnione przez ludzi korytarze centrum handlowego. Jakim cudem, zapytacie? A takim, że ja, niesamowity mistrz empatii oraz logicznego myślenia, nieprzerwanie odrzucałem dosłownie KAŻDY przedmiot proponowany przez sklepowe ekspedientki. No ale co poradzisz, kiedy nic nie jest idealne?
Kartka życzeniami była oschła i nudna. Prędzej nadaje się dla babci stojącej jedną nogą w grobie niż znajomej poznanej w pubie.
Bon na konkretną kwotę byt ogólny, nieprecyzyjny. Poza tym wyszedłbym na mało kreatywnego.
Płyny do kąpieli czy różne specyfiki do domowego spa wydawały się zdecydowanie zbyt intymne… albo to tylko moje wyobrażenia?
Książka za bardzo ryzykowna, ponieważ nawet nie wiedziałem, w jakiej literaturze gustuje. Broń Boże kupiłbym typowo kobiece romansidło, a okazałoby się, że laska czyta wyłącznie powieści grozy.
Ubranie nie, bo a: nie mam gustu oraz b: nie znam jej numeru. Gdybym wziął za duże, uznałaby, że uważam ja za grubą. Gdybym wziął za małe, stwierdziłaby, że faktycznie jest gruba… Bo tak działają kobiety, prawda?
Jedzenie było… zbyt nieurodzinowe. W sumie ja sam byłem jedyną znaną mi osobą, która ucieszyłaby się z jedzenia (czereśnie zawsze i wszędzie)!
A to były w sumie wszystkie rzeczy, jakie wpadły mi na myśl. Ostatecznie, całkowicie zrezygnowany, opadłem na jedną z porozstawianych po sklepie ławek. Westchnąłem głęboko, rozpinając szarą, dresową bluzę. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że jest mi niesamowicie gorąco, a serce bije mi jak oszalałe. Ile sklepów obleciałem? Jaki dystans pokonałem? Boże, jakim cudem kobiety mogą to LUBIĆ?
Przez dłuższą chwilę siedziałem w całkowitym bezruchu, starając się uspokoić nierówny oddech. W chwili, gdy rytm bicia mojego serca powrócił do normy, podniosłem wzrok, aby zorientować się, w której części centrum handlowego jestem. Niespodziewanie, moim oczom ukazał się prezent idealny. Zamarłem.
  - To coś było tu cały czas? – jęknąłem, powoli rozglądając się. – I gdybym przy głównym wejściu skręcił w innym kierunku, prawdopodobnie znalazłbym go w przeciągu niecałej godziny? Czuję, że właśnie coś we mnie umarło… - prychnąłem, chwiejnie podnosząc się do pionu. Szybkim krokiem ruszyłem w stronę sklepu z zabawkami, na którego witrynie widoczny był wielki, pluszowy pies wyglądający niczym potulny brat bliźniak Thora. – W sumie, gdyby Piekielny Ogar był taką kluską jak to, prawdopodobnie nie darzyłbym go tak wielkim szacunkiem…
W chwili, gdy wszedłem do sklepu, poczułem wyjątkowo dziwne uczucie. Czy to właśnie jest ujma na honorze i dumie? No cóż. Szybko chwyciłem pluszaka, po czym niezdarnie podszedłem do kasy, po drodze potrącając kilkoro dzieci.
Gdy kasjerka pakowała psa do dużej torby z logo sklepu (czemu to robisz, kobieto? Zlituj się i daj coś mniej oczojebnego bez nadrukowanych wypchanych zwierząt i lalek!) starałem się możliwie jak najtrafniej opisać jej spojrzenie. Przez następne pół godziny zastanawiałem się, czy wzięła mnie za nieco zbyt młodego ojca, czy pedofila kupującego przynętę na następne ofiary.

Wybiła godzina osiemnasta. Nieco zdenerwowany podszedłem do bramy domu, w którym ledwie kilka dni temu było mi dane nocować. Po chwili namysłu nieco zbyt sztywnym krokiem doszedłem do drzwi mieszkania, aby wcisnąć dzwonek. Usłyszałem nieco irytujący dźwięk rozbrzmiewający za drzwiami. Po chwili te otworzyły się, ukazując stojącą w wejściu Hope. Wszystkie nerwy od razu opuściły moje ciało, a na twarzy wykwitł radosny uśmiech. Szybko wystawiłem przed siebie wielkiego psa, wrzeszcząc na całe gardło „najlepszego młoda!”. Po chwili zacząłem zastanawiać się, kiedy dziewczyna zauważy małe opakowanie lukrecji przyczepione do szarej obroży pluszaka.


Jestem ta niesamowicie cudownym administratorem, że jeszcze nie obmyśliłam jak powinny wyglądać urodziny postaci... także tak, ten cały post można potraktować jako "życzenia urodzinowe dla Hope od całej administracji", okay? Nie chcę ignorować jej dnia, tak jak było to w wypadku Samuela xD
 
< Hope? >

27 lipca 2017

Od Hope Cd Samuel

Wyszłam z łazienki z ręcznikiem na włosach. Minęłam swoje łóżko, na którym grzecznie leżał Thor. Chyba nawet spał. Uśmiechnęłam się na jego widok i sam dźwięk pochrapywanie mieszańca. Mój kochany słodziaczek. Chwyciłam telefon, który położyłam na biurku, obecnie niezbyt ogarniętym i przeszłam dalej na mój większy parapet. Usiadłam, podciągając kolana do siebie i podnosząc z podłogi koc z wizerunkiem trzech husky, okrywając się nim. Swój wzrok teraz skierowałam na pudełko w mojej dłoni, zwane telefonem, które zaraz odblokowałam, wchodząc w okienko z konwersacją z Yuki. Jakieś pięć minut temu wysłała mi zdjęcie, przedstawiające jakieś sznurki, a pod spodem spytała się, która bielizna jest dla mnie ładniejsza. Zamrugałam oczami zaskoczona, oddalając głowę od ekranu. T-to jest bielizna…? Natychmiast jej odpisałam, że żadna, pisząc to samymi wielkimi literami. Oby mi tylko nie kupiła na urodziny jakiejś zabawki dla dorosłych… Choć niedługo ja też będę do nich należeć… Poczułam rumieniec obmywający moją twarz na samą myśl o tym. Może w końcu wyprowadzę się od rodziców? Po skończeniu liceum. Tak, to byłaby najrozsądniejsza opcja. W końcu nie na darmo odkładam swoje pieniądze do skrzynki pod moim łóżkiem. Rodzice nawet o tym nie wiedzą. I dobrze, to nie ich sprawa i nie powinno ich to interesować. Znowu do mnie przyszła wiadomość od kogoś. Yuki odpisała, że szkoda i poszuka dalej, ewentualnie sama wybierze. Aż dreszcz po mnie przeszedł. Wtedy coś sobie przypomniałam. Samuel w ogóle wie, gdzie urządzam urodziny…? Zamarłam. Zaraz, przecież dał mi tę kartkę ze swoim numerem. Moje policzki znowu zapłonęły. To był chyba pierwszy numer telefonu jakiegoś chłopaka. Najczęściej to oni pytali się mnie o numer, bo ja oczywiście nie widziałam w tym sensu. Wyjęłam z kieszeni spodni, w których wcześniej byłam, małą kartkę. Nie ma to, jak zapisać numeru telefonu na paragonie ze sklepu. Zaśmiałam się, starając się bezbłędnie przepisać cyferki z papieru do telefonu. Jednak zawahałam się przed naciśnięciem zielonej słuchawki. A co, jeśli się ze mną zabawił i podał mi jakiś wymyślony na szybko…? Potrząsnęłam energicznie głową, wciskając tą świecącą ikonkę i przyłożyłam telefon do ucha. Po dwóch sygnałach ktoś w końcu odebrał.
- Czego? Zajęty jestem – usłyszałam oschły męski głos. Przełknęłam gulę w moim gardle, poznając w tym Lukrecję.
- T-to ja może zadzwonię później… - powiedziałam i już oddalałam słuchawkę, gdy Samuel najwyraźniej zaprzeczył.
- Spokojnie, nie jestem zajęty. To w razie czego, gdyby jakiś kit mi chcieli wcisnąć – zaczął wyjaśniać. Mruknęłam tylko „aha”, zakładając kosmyk włosów za ucho. - I jak twoja pierwsza lekcja jazdy? - od razu zapytał. Już otworzyłam usta, by zaprzeczyć, powiedzieć, że nie po to dzwonię, jednak… Skoro jest ciekawy…
- Dobrze… - zaczęłam, wyglądając przez szybę na zewnątrz na drogę przed moim domem. Rodzice znowu gdzieś pojechali. - Jeździłam na klaczy o imieniu Rose. Taka biała w brązowe łaty z jasną grzywą i ciemniejszym ogonem. Kojarzysz? - rozwinęłam swoją wypowiedź, uśmiechając się. Szkoda, że nie mogę z nim porozmawiać twarzą w twarz, tak byłoby dla mnie o wiele wygodniej, choć kto wie. W ten sposób nie ujrzy moim rumieńców.
- Tak, znam. Młoda jest i spokojna. Idealna dla nowych jeźdźców. A jak instruktor? - nie wiem czemu, ale w jego ostatnim zdaniu wyczułam coś podobnego do… złości? Czyżby czuł się zazdrosny, że to nie on mnie uczył jazdy? Zaśmiałam się w duchu. Na pewno nie, to byłoby niemożliwe.
- Był dosyć miły i pomocny, jednak… - rzekłam, jednak nie dokończyłam. Przecież mu o tym nie wspomnę, to byłoby trochę… niegrzeczne… Jednak on spytał: „Jednak…?”, więc wzięłam całą odwagę z siebie.
- Miałam wrażenie, że patrzył mi się na biust – wyznałam. Strasznie w tamtej chwili się cieszyłam, że nie widział, jak cała się czerwienię. To by było straszne… Jednak w słuchawce usłyszałam śmiech chłopaka. Jeszcze bardziej upodobniłam się do pomidora, chowając twarz w zakrytych kolanach.
- Nie dziwię się. Masz w końcu duże… - zaczął, jednak przerwał. Nie musiał dokańczać, dokładnie wiedziałam, co chciał dalej powiedzieć. Wtedy to nie wytrzymałam. Mogłam wręcz się założyć, że powietrze wokół mnie zgęstniało, a sama moja głowa paruje. Lukrecja też nic nie powiedział, co jeszcze bardziej ułatwiło mi podjęcie mojej decyzji o zakończeniu rozmowy.
- Zadzwoniłam tylko po to, by powiedzieć ci, że urodziny będę mieć w domu od godziny osiemnastej. Możesz przyjść wcześniej lub później, jak chcesz. Pa – po tym słowach natychmiastowo się rozłączyłam. Położyłam telefon gdzieś obok mnie, a sama próbowałam się uspokoić. Choć nie wiem, czy jeszcze kiedykolwiek moje serce będzie biło normalnym tempem podczas rozmowy z nim.

< Samuel? Za dobrze mnie znasz najwyraźniej T-T >

26 lipca 2017

Od Samuela Cd Hope

- Urodziny? – spytałem zaskoczonym głosem. Hope jedynie pokiwała głową twierdząco. – Kiedy dokładnie?
Dziewczyna spuściła wzrok, niepewnie wykręcając mały dołek w ziemi za pomocą prawej pięty. 
- Dwudziestego ósmego – powiedziała, rumieniąc się jeszcze mocniej.
Wytrzeszczyłem oczy, które o mało co nie wyszły ze swoich orbit. Cudem powstrzymałem się przed ułożeniem ust w pełną zdziwienia, wymowną literkę „O".
- Przecież to… za dwa dni! – jęknąłem z przerażeniem, załamując ręce. – Mogłaś wspomnieć o tym wcześniej! Co ja teraz zrobię? Tak mało czasu na obmyślenie oraz wykonanie najlepszego prezentu, jaki kiedykolwiek dostaniesz w życiu… - zarzuciłem dłoń na głowę, delikatnie czochrając i tak wystarczająco rozkudłaną czuprynę. Przez chwilę stałem praktycznie nieruchomo, w pełnym skupieniu wertując swój umysł w poszukiwaniu pomysłu na podarek. Niespodziewanie, poczułem jeszcze większe załamanie, gdy uświadomiłem sobie, że nawet nie znam wieku stojącej przede mną dziewczyny. W tym momencie spaliłem buraka większego niż wszystkie rumieńce Hope razem wzięte. – W-właściwie, które urodziny obchodzisz?
Przez ułamek sekundy na twarzy brązowookiej zauważyć można było różnego rodzaju emocje – od zaskoczenia, poprzez rozczarowanie, na zrozumieniu kończąc. Widocznie uświadomiła sobie to samo co ja – tak naprawdę wiemy o sobie naprawdę mało.
- Osiemnaste – odparła z nutą dumy oraz zadowolenia w głosie.
- Osiemnaście? – mruknąłem z zaskoczeniem. – Wyglądasz naprawdę… dojrzale jak na niespełna osiemnastolatkę – powiedziałem, wymownie patrząc na pociągające kształty znajomej. Jej twarz ponownie przybrała kolor dojrzałego pomidora. – No ale nic, tym bardziej będę musiał wymyślić coś zajebistego…

„Przynajmniej na tego typu imprezach do łask często wracają gry typu butelka. To idealny sposób na bliższe poznanie się, aby uniknąć takich wtop jak dzisiaj" – dodałem w myślach.

- A właśnie, co z twoją jazdą? – zapytałem po chwili, przerywając ciszę, która zapadła między nami. – W ogóle, czy ty kiedykolwiek siedziałaś na koniu?
Hope już otwierała usta, aby odpowiedzieć na zadane przeze mnie pytania, gdy niespodziewanie przerwał jej kobiecy głos dochodzący zza moich pleców.
- Wszystko załatwione, kochanie. Akurat jeden instruktor miał okienko, więc za piętnaście minut wsiadasz na pół godziny na lonżę.
Podskoczyłem. Wielce zaskoczony odwróciłem się na pięcie, aby zlokalizować źródło dźwięku. Ku mojemu zaskoczeniu, właścicielką donośnego głosu okazała się krucha, blond włosa kobieta. Gdyby nie… wiadoma, lubiana przez mężczyzn część kobiecego ciała, nigdy nie znalazłbym w niej żadnego podobieństwa względem Hope.
  - Och, a to kto? – zapytał postawny, stojący obok blondynki mężczyzna.
  - P-przepraszam, że przeszkadzam – wydukałem, zmieszany przez różnicę grubo ponad dwudziestu centymetrów dzielącą mnie od czubka głowy brązowowłosego tytana. – Jestem Samuel Shade, pracuję tu na stanowisku trenera grup sportowych oraz stajennego. Właśnie rozmawiałem z Hope na temat niesamowitego sprzętu, który ma na sobie tamta kara piękność! – powiedziałem, wystawiając palec wskazujący w kierunku pokonującego parkour konia.
Ojciec Hope zmierzył mnie podejrzliwym spojrzeniem, na co jego żona poklepała go po ramieniu, posyłając mi serdeczny uśmiech.
- Jak dobrze, że Hope bez problemu odnajduje się w nowym otoczeniu – powiedziała. – Wiesz może gdzie znajdziemy Dennisa Smitha? To on ma prowadzić dzisiaj jazdę naszej córki.
- Oczywiście. Widzą państwo tamtego blondyna siedzącego przed stajnią? To właśnie on – poinstruowałem państwa Spirit, mimowolnie czując wielkie rozczarowanie. Czemu to nie ja prowadzę jej trening? – A, właśnie! Powinienem gdzieś mieć kartkę i coś do pisania… - mruknąłem, po chwili wygrzebując z kieszeni bryczesów stary wkład do niebieskiego długopisu oraz rachunek za zakupy w pobliskim markecie. – Zapiszę ci nazwę firmy produkującej te niesamowite czapraki. Będziesz mgła obczaić ją w domu, na pewno zrobią na tobie wrażenie!
Oczywiście, na świstku papieru nie zapisałem nazwy firmy, a swój numer telefonu z dopiskiem „zadzwoń w wolnej chwili (☞˚▽˚)☞".
- Życzę państwu miłego popołudnia! – powiedziałem na odchodne, udając się w kierunku siodlarni, aby tam pogrążyć się w jakże interesującej czynności czyszczeniu sprzętu.

< Wyszło... źle. Takie flaki z olejem, ale zależało mi, żeby skończyć dzisiaj... poza tym wiem, że Ty mi wszystko wybaczysz >:3 >
< Hope? >

Od Hope Cd Samuel

Od naszego ostatniego spotkania minął dobry tydzień. Właśnie siedziałam na tylnym miejscu w samochodzie rodziców, opierając łokieć o szybę po mojej lewej stronie i martwym wzrokiem patrząc na roztaczającą się wokół nas okolicę. Najwidoczniej wyjechaliśmy gdzieś na obrzeże miasta, a gdzieś dalej widziałam zarys drzew w postaci zapewne lasu. Westchnęłam, przenosząc punkt patrzenia na przednią szybę białego mercedesa taty. To cud, że oboje mieli wolne w weekend, naprawdę. Sam fakt, że chcieli mnie zawieźć do Stadniny Heaven, był dosyć dziwny. Zwykle mówią, bym im nie zawracała głowy i sama wszędzie chodzę. Jednak najwyraźniej ucieszył ich fakt, że postanowiłam zainteresować się jazdą konną, tym samym rozstając się z Thorem na jakiś czas. Na początku mama nie mogła uwierzyć, że ten skrzywdził Yuki, choć i tak się co do tego przekonała i nie była zbytnio zła. Przynajmniej na mnie. A sam fakt, że ją okłamałam, nie przeciekł i bardzo mnie to zadowalało. Musiałam nawet swoją przyjaciółkę namówić, by mnie przypadkiem na wrobiła, gdyby nagle moja mama do niej zadzwoniła z pytaniem, jak jej „ugryziona” noga. A to, co na pożegnanie powiedział Samuel… Też na początku nie wiedziałam, o co mu chodziło. Dopiero gdy do laptopa wpisałam to, o czym mówił, zrozumiałam. Pomyślałam: „Może go odwiedzę? A co mi szkodzi. Pewnie następne nasze spotkanie będzie dopiero po jakimś dłuższym czasie”. A ja szczerze mówiąc, nie chciałam czekać. W jakiś dziwny sposób tęskniłam za jego dość zimnymi ciemnymi tęczówkami. Samowolnie przyłożyłam dłoń do czoła, idealnie w miejscu, gdzie Samuel złożył mi pocałunek, gdy ostatnio się widzieliśmy. W tamtym momencie pragnęłam, by złożył go gdzieś indziej, jednak teraz sama nie jestem co do tego przekonana. W pewnym momencie poczułam, jak samochód się zatrzymuje, a sam silnik gaśnie. Najwidoczniej dojechaliśmy na miejsce. Odpięłam pasy i wyszłam z pojazdu. Szczerze? Dziwnie się czułam bez Thora obok siebie. Poszłam w ślad rodziców i przekroczyłam bramę od stadniny z dużym i krętym napisem jej nazwy.
- Zaczekaj tutaj – usłyszałam przed sobą głos mamy. Niezauważalnie skinęłam głową, rozglądając się wokół. Po lewej miejsca, przez które konie pewnie ciekawe wychylały swoje głowy, a po prawej ogrodzone miejsce, gdzie jakiś mężczyzna, jadąc na czarnym koniu, zmierzał na przeszkodę do skoku. Podeszłam do płotu z drewna, opierając się na niego i patrząc na tę dwójkę. Pięknie razem wyglądali. Przypominali mi jeden organizm. A ten koń tak dumnie unosił swoje przednie nogi. Mogłam się założyć, że oczy w jakiś dziwny sposób mi się zaświeciły.
- Hope? - usłyszałam za sobą męski głos. Momentalnie się wzdrygnęłam, prostując swoje plecy. Znałam jego właściciela, choć nie byłam do końca przekonana, czy jednak chciałam go zobaczyć. Moje w tej chwili szybko bijące serce najwidoczniej jednak się cieszyło z tego. Postanowiłam się go posłuchać, uśmiechnąć się i odwrócić. Tak jak myślałam, za mną stał Samuel jak malowany w zabłoconych butach i kaskiem jeździeckim w jednej dłoni. Nawet nie wiecie, jak bardzo chciałam na niego skoczyć i przytulić. Co się ze mną dzieje…
- Hej… - odpowiedziałam, podchodząc do niego i zaplatając za sobą dłonie. On o dziwo też się uśmiechnął.
- Co tu robisz? - z jego ust padło pytanie. Zatrzymałam się jakiś metr od niego.
- Postanowiłam sobie pojeździć… - wyznałam trochę niepewnie, patrząc się gdzieś na bok. Poczułam ciepło na policzkach, które wolałabym jak najbardziej zignorować. W tamtym momencie o czymś sobie przypomniałam. O czymś, co miało się wydarzyć za niedługi czas, a o którym rozmawiałam z rodzicami jakieś trzy dni temu.
- Oraz… - zaczęłam, próbując powrócić wzrokiem na jego twarz. Nie mogłam tego z siebie wydusić. Sama nie wiem czemu. Bo bałam się. Czego? Że mnie wyśmieje? Odmówi? Jaka ja żałosna… Lukrecja nie wyglądał w tej chwili na cierpliwego człowieka. Wzięłam głęboki wdech.
- Z… - znowu spróbowałam, jednak przerwałam. Zacisnęłam dłonie w pięści. - Zaprosić na urodziny – w końcu powiedziałam, przymykając oczy.

< Samuel? >

25 lipca 2017

Od Samuela Cd Hope

Może nie była to reakcja odpowiednia do zaistniałej sytuacji, jednak śmiech cisnący się na moje usta okazał się zbyt trudny do powstrzymania. W momencie, gdy salwy radosnego wycia roznosiły się po pomieszczeniu, twarz Hope widocznie spoważniała.
  - Nie śmiej się. – powiedziała, gniewnie napompowując usta. Po krótkiej chwili jej policzki przybrały delikatny odcień czerwieni. – Samuel!
Gdy jej dłonie opadły na moje udo, a kasztanowe oczy spojrzały na mnie pytającym, nieco zirytowanym wzrokiem, powoli zacząłem uspokajać się. Zajęło mi to dłuższy moment, jednak ostatecznie udało mi się opanować rechot.
  - Wybacz, wybacz… - mruknąłem, ocierając pojedynczą łzę z kąta oka. – Jak widzisz, mam bardzo nieadekwatne poczucie humoru.
  - I to wyjątkowo... - stwierdziła, wypuszczając powietrze nosem. - Teraz odpowiedz - czy wszystko gra?
  - Gra i buczy. Poza koszulką, nikomu nic się nie stało - powiedziałem, posyłając nastolatce ciepły uśmiech. - Swoją drogą, po tym, co na samym początku naopowiadałem o tobie i Złowrogim Psie Zagłady, zasługiwałem na atak z jego strony - mruknąłem, nawiązując do naszego pierwszego spotkania. Dziewczyna już otwierała usta, aby odpowiedzieć mi jakąś - prawdopodobnie trafną - uwagą, jednak ja wstałem z kanapy, nie czekając na jej słowa. - No, a teraz muszę się zbierać. Stajnia wzywa. Poza tym mam jeszcze dzisiaj korki i bar do obsłużenia, więc nie mogę pozwolić sobie na spóźnienie. - Szybko nachyliłem się, składając delikatny pocałunek na jej czole... w zasadzie, było to bardziej muśnięcie ustami, niż całus z prawdziwego zdarzenia. - Musisz kiedyś obczaić Stajnie Niebios*, natychmiastowe pokochanie koni gwarantowane! - po tych słowach opuściłem jej mieszkanie.

* Samuel pracuje w Stajniach Heaven, przez pracowników często przezywanych Stajniami Niebios. 
< Hope? >